LOGOPOL-PRZEKŁADY


Go to content

Main menu:


KIM JESTEM

Niniejsza witryna przedstawia moją ofertę oraz doświadczenie translatorskie i narzędzia pomocne w pracy tłumacza. Jest także instrumentem umożliwiającym korzystanie z dobrodziejstw Internetu, wielkiej globalnej sieci kryjącej w sobie niezliczone skarby. Stąd duża liczba linków prowadzących do ciekawych miejsc, które warto odwiedzić. Zapraszam do wędrówki.
Zawsze wydawało mi się, że dobrze wiem skąd pochodzę, czego pragnę i do czego dążę, jednak tak naprawdę potrzebowałem wielu lat, by sobie to w pełni uświadomić. Urodziłem się na Mazowszu niedaleko Żelazowej Woli, w kilkusetletnim domu położonym nad dużym stawem, otoczonym dębami pamiętającymi zamierzchłe czasy. Wojenna zawierucha wygnała tam moich rodziców z Warszawy wraz z bardzo licznym gronem bliższej i dalszej rodziny. Wychowywałem się, podobnie jak rodzice i dziadkowie, w kulcie dla książek, wiedzy i języków, owładnięty od najwcześniejszych lat przemożnym pragnieniem wyrwania się z mazowieckiego zaścianka w szerszy, może lepszy, a na pewno inny świat. W miarę upływu lat pragnienie to narastało i skłoniło mnie do podjęcia studiów najpierw w Wyższej Szkole Transportu Morskiego w Sopocie (obecnie część Uniwersytetu Gdańskiego) a następnie na Wydziale Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (wówczas SGP i S). Muszę przyznać, że nie podchodziłem do studiów z przesadną powagą -w niektórych dziedzinach byłem dobry (Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze, Finanse, no i oczywiście języki), inne ledwo tolerowałem. Dzięki temu selektywnemu podejściu miałem czas na rozwijanie własnych zainteresowań sportowych (pływanie, kolarstwo, ćwiczenia siłowe, biegi narciarskie) oraz…pracę, która była koniecznością, ponieważ nie otrzymałem ani stypendium, ani miejsca w akademiku, a pieniądze od rodziców starczały mniej więcej do dziesiątego każdego miesiąca. Łączenie nauki z pracą traktowałem jako coś w rodzaju hobby i przygodę dającą siły, doświadczenie, no i oczywiście pieniądze. Zarabiałem sporo, m.in. jako doker w Gdańsku i Gdyni - zdarzało się, że wracałem w zimie o świcie z nocnej zmiany bogatszy o dwieście, trzysta złotych. Kilka dobrych dniówek wystarczało na całkiem dostatnie życie do końca miesiąca, jakiś nowy sweter czy spodnie, no i książki - oczywiście pod warunkiem grzecznego stosowania się do mieszczańskich kanonów, co często okazywało się niemożliwe albo wręcz niewskazane. Wciągnąłem kilku kolegów. Przeładowywaliśmy cukier trzcinowy z bratniej Kuby, ogromne kęsy kauczuku i sodę kaustyczną - nie wiem skąd. Zdarzały się też skóry z Argentyny, nawozy sztuczne i jakieś chemikalia. Im bardziej cuchnące i szkodliwe dla zdrowia, tym lepiej, bo stawki były wyższe. O bezpieczeństwie i higienie pracy mówiono i pisano wówczas sporo, ale w praktyce wyglądało to tak jak inne fragmenty ówczesnej rzeczywistości - marnie. Pracowaliśmy u hodowców pieczarek, remontowaliśmy mieszkania i domy oraz robiliśmy wiele innych rzeczy. Żeby nie było monotonnie, nie stroniliśmy od okazjonalnych marynarskich zakupów dżinsów, koszul "non iron" i płaszczy ortalionowych, które błyskawicznie znajdowały nabywców. Dochody pozwalały na działalność w studenckim klubie samochodowym (stare jeszcze wojenne willysy i gaziki z demobilu) oraz organizowanie wakacji za granicą, wypełnionych przeważnie dość intratną pracą. Miałem dużo szczęścia, bo stosunkowo wcześnie odkryłem dobrą zasadę, iż nigdy nie należy pracować wbrew sobie, a wszelki sukces, w każdej dziedzinie, jest pochodną pracy, która powinna być wykonywana z własnego wyboru, dawać satysfakcję w wymiarze psychologicznym i materialnym, rozwijać umiejętności i opierać się na odpowiedniej motywacji.

Wprowadzałem tę zasadę praktycznie w życie, pracując podczas wakacji jako ratownik, instruktor pływania, kierowca, robotnik przeładunkowy, pracownik parkingowy, zmywacz naczyń, przewodnik wycieczek, pomocnik mechanika samochodowego m.in. w Polsce, Niemczech, Belgii, Francji itd.
Mimo tych rozlicznych zajęć i bogatych zainteresowań wystarczyło mi czasu na naukę i ku własnemu zdumieniu ukończyłem studia na Wydziale Handlu Zagranicznego SGH w Warszawie z dobrym wynikiem i mniej więcej w terminie.
Przez kilka lat pracowałem w przedsiębiorstwie handlu zagranicznego w Warszawie, podobnie jak moja poznana na studiach żona, Krystyna, a następnie kilkanaście lat [Rozmiar: 30599 bajtów](z przerwami) w krajach języka angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego i francuskiego. Zajmowałem się akwizycją, negocjacjami handlowymi oraz zawieraniem i realizacją kontraktów. Później zostałem ekspertem i zastępcą dyrektora warszawskiego Biura Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju Przemysłowego UNIDO, gdzie odpowiadałem m.in. za wydawnictwa książkowe i elektroniczne, szkolenie kadr menedżerskich oraz promocję zaawansowanych technologii i inwestycji zagranicznych.
Praca w obcojęzycznym środowisku połączona z licznymi podróżami i pobytami za granicą pozwoliła mi z jednej strony na ugruntowanie wiedzy językowej, z drugiej zaś na zapoznanie się z tradycją i historycznym dziedzictwem różnych krajów pozostających w łacińskim, niemieckim i anglosaskim kręgu kulturowym. Czynnikiem sprzyjającym były zawsze moje zainteresowania literaturą i specjalistycznymi publikacjami, których wynikiem jest obszerna kolekcja książek w pięciu językach (kilka tysięcy egz.), służących pogłębianiu wiedzy i doskonaleniu umiejętności w różnych dziedzinach.


LOGOPOL

Przekładając tekst, otwieramy Innym nowy świat, tłumaczymy go, a tłumacząc - przybliżamy, pozwalamy w nim przebywać, uczynić go cząstką naszego osobistego doświadczenia. Ryszard Kapuściński

MISJA

Dbałość o komfort klientów oraz satysfakcję czytelników i użytkowników dzięki wiernemu przekładowi książek i dokumentów, w zgodzie z duchem oryginału oraz zasadami rządzącymi poszczególnymi językami.
Moje tłumaczenia są istotnym atutem oraz instrumentem służącym realizacji różnych celów gospodarczych i finansowych w szybko zmieniającym się otoczeniu rynkowym, w warunkach presji konkurencyjnej i wyzwań wynikających z globalizacji.
Kieruję się przejrzystym i silnie ugruntowanym systemem wartości sprzyjającym konsekwentnemu i sprawnemu zaspokajaniu potrzeb i wymagań klientów, zgodnie z najlepszymi polskimi i zagranicznymi wzorami i doświadczeniami.
Wierzę w siłę i moc sprawczą właściwych słów popartych czynami.





Back to content | Back to main menu